Siedzę i patrzę. Widzę chude, ogołocone gałązki młodych brzóz zasadzone przez moją mamę tamtego lata. Widzę pola uprawne przykryte białym puchem zmieniającym się z dnia na dzień w brązową paćkę. Widzę także przelatujące samoloty, startujące bądź lądujące. Hałdy piasku zwożonego przez potworne, skrzeczące machiny zasłaniają mi buczące, dmuchające, często żałośnie jęczące urządzenia tworzące coś na wzór obwodnicy. Ślimacznica powstająca tuż za moim oknem gdzie kończy się nie tyle płot mojego ogródka, a moja wolność, moja prywatność, moja godność deptana przez wielkie buciory zbirów, niszczona zabrudzonymi gąsienicami jest mi już obojętna. Przyzwyczaiłam się do niej.
Co bym zrobiła gdyby jej zabrakło ? Nie wiem.
środa, 24 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz